Starówka Torunia jest skrojona na wycieczki z dziećmi. Wszystko blisko. Dzieci nawet nie zdążyły zajęczeć "daleko jeszcze". A atrakcji było sporo jak na jeden dzień. Ba jeden dzień to stanowczo za krótko. Niestety zapomniałam zabrać aparat i mamy tylko kilka zdjęć zrobionych telefonem.

projektor w planetarium

militaria przy schronie

Pierniki z Żywego Muzeum Piernika, były fajne i przede wszystkim zrobione przez nas osobiście. W Toruniu są dwa muzea piernika, więc lepiej się wcześniej upewnić, by trafić do właściwego. Żywe Muzeum Piernika jest ciekawym przeżyciem. Najpierw złożyliśmy przysięgę u wiedźmy piernikowej, poznaliśmy tajniki pieczenia pierników przygotowując ciasto, zdaliśmy egzamin, potem formy, pieczenie... Oj trudno było mi się uwijać i wyrabiać z pomocą w tym pierniczeniu trzem brzdącom. Najmłodsza półtorej roczna wdrapała się na stołek, wzięła ciasto, wałek i nie chciała opuścić takiej przyjemności. Swojego piernika miała. Pani... hmmm... wiedźma oddała mi nawet swój piernik w nagrodę, że się tak uwinęłam. Zwiedzaliśmy jeszcze nowocześniejszą fabrykę pierników i oglądaliśmy ozdabianie. Bardzo fajna atmosfera i ciekawy pomysł na muzeum. Na koniec okazało się, że nasza chusta i koń (bo oprócz Mimi jechał z nami też koń) zostały w poprzedniej sali. Przyniósł je nam piekarz, oczywiście upierniczone. Pan piekarz stwierdził, że mam fajny plecak (mała siedziała w chuście na plecach). Uśmiechnęłam się "tylko mało pojemny, no chyba że na pierniczki".
Przeszliśmy się na piernikowy plac zabaw, wyszukując po drodze postacie toruńskich mieszczan, które umieszczone są na murach i kamienicach. Bardzo bawiły nas te poszukiwania. Na placu było sporo atrakcji: wodny plac, doświadczenia z piaskiem i z dźwiękami do tego zjeżdżalnie i mini pole golfowe, na które już nie zostało nam czasu. Pędziliśmy biegiem na pociąg na stację Toruń-Miasto. Dosłownie biegiem. Dwójkę dzieci wsadziłam w wózek. Nie wiem jakim cudem, bo to wózek typu parasolka a dzieci w sumie 12 lat. Trzecie na plecach. Zdążyliśmy. Dworzec był maleńki i bez kas, o bankomacie nie wspomnę. Całe szczęście pieniążków wystarczyło - na styk.
Do Torunia jeszcze wrócimy. Porządne zdjęcia musimy zrobić.
Z praktycznych porad: wcześniej rezerwowałam planetarium, muzeum żywego piernika rezerwowałam (ilość miejsc ograniczona) tego samego dnia. Trzy godziny przed wejściem.